piątek, 19 września 2014

Rozdział 2 - Wherever you are ...

Jego usta na moich ,jak walczące serca o miłość dla której warto żyć…
Gdy nasze usta oderwały się od siebie i czarna postać przede mną patrzyła prosto w moje oczy ,lekko wystraszony postanowiłem zapytać.
- K-kim jesteś? –powiedziałem nieśmiało wiedząc co przed chwilą zrobiliśmy.
Postać jedynie uśmiechnęła się i szła pod okno.
- Spotkamy się niedługo Boo, obiecuje… - powiedziała cicho i płaczliwie jakaś postać i po chwili znikła zostawiając po sobie huk, a ja poprzez drgawki przebudziłem się i sapiąc szybko usiadłem.
Put two and together, forever will never change

Rozejrzałem się po pomieszczeniu gdzie ja byłem? Pomieszczenie było całe czarne, jakby ktoś zamknął mnie w miejscu bez okien..
Po prawej stronie pokoju zauważyłem jakimś cudem drzwi i udałem się w ich stronę mało co nie wywracając się o jakąś stertę ubrań.
Gdy znajdowałem się na korytarzu elegancki i bogaty wystrój domu przeraził mnie.
-Co to do cholery ma być? –mruknąłem cicho do siebie – Jest tu ktoś? –powiedziałem głośniej rozglądając się po domu i zszedłem po wielkich schodach na dół.
Nie dostałem żadnej odpowiedzi, wchodząc do miejsca zwanego chyba również jako kuchnią zauważyłem stłuczone zdjęcie.
I saw in the corner there is a photograph
No doubt in my mind it's a picture of you
It lies there alone on its bed of broken glass
Podszedłem do niego I zauważyłem mnie z jakimś kędzierzawym mężczyzną…
Zmarszczyłem jedynie brwi i ponownie porozglądałem się po kuchni.
Kim on był? Gdzie ja jestem? Coś było nie tak. Nawet bardzo.
Postawiłem fotografię na blacie i uśmiechnąłem się lekko.
Było widać ,że na tym zdjęciu byłem bardzo szczęśliwy ,i osoba obok mnie również, byliśmy młodzi ,uśmiechnięci, zakochani.. Co?! Przecież ja nie jestem z żadnym chłopakiem.
Zawsze byłem bi, ale nie wyobrażałem sobie życia obok innego mężczyzny,ale najwidoczniej mogło być inaczej.
Dlaczego ja nie pamiętam swojego życia?
Wszystko na co miałem teraz ochotę to zadzwonić do moich rodziców ,więc udałem się na górę w celu znalezienia mojego telefonu.
Dzwoniłem, dzwoniłem… Ale nie odbierali.
Zrezygnowany położyłem się na łóżku, ale ta ciemność strasznie mi przeszkadzała więc podniosłem rolety.
- Od razu lepiej – uśmiechnąłem się sam do siebie.
Ponownie wyłożyłem się na łóżku i cicho ziewnąłem,  leżąc oglądałem zaciekawiony pokój i ponownie zauważyłem fotografię. Tym razem byłem tam ja ,ten mężczyzna i jakieś dziecko.
- Może to jego siostra? – szepnąłem sam do siebie.
Czułem się coraz głupszy, a gadanie do siebie tylko jedynie to potwierdzało.
Po chwili dostałem sms’a więc wziąłem telefon do reki
Od:Mama
Nie wiem po co dzwonisz ,ale nigdy więcej się do nas nie odzywaj.
Nie chcemy cię znać.
Zmarszczyłem brwi.
Potrzebowałem w tej chwili wsparcia, a nie dostałem jej nawet ze strony własnej rodziny.
Gorzej być już chyba nie może…
Jeszcze ten sen.
Co on mógł znaczyć? Kim był ten chłopak?
Miałem już tego coraz bardziej dosyć, jeżeli codziennie miałem dowiadywać się czegoś o moim życiu to ja dziękuję.
Myślałem przez pewien czas, aż usłyszałem dzwonek z dołu.
Zszedłem z nadzieją, że to może moja mama…  Myliłem się.
Nikogo w drzwiach nie było ,unosił się tylko ciemny dym zmieszany z pięknymi perfumami.
Spojrzałem w dół znajdowała się tam kartka…

“All these words in my head building wall
Do not leave me no choice
Where do I go
I would like to be like air
Needed for life
Shine on your sky until the end of days
Lonely grays words
Show me how to live, please.
H xx “


czwartek, 18 września 2014

Rozdział 1 - I still next to you

How soon do we forget, how we felt?
Dealing with emotions, that never left
Playing with the hand that we were dealt, in this game
~~~~~~~

Mijały kolejne nudne dni bez moich przyjaciół. Dlaczego musieli wyjechać akurat beze mnie?
Ohh..  Oczywiście leże w szpitalu na jakiś niepotrzebnych badaniach.
Zawsze wiedziałem ,że szpital niszczy ludziom życie, ale nie że aż tak..
 Mimo wszystkie te złe rzeczy związane ze szpitalem.. Czułem coś jeszcze
Taką jakby pustkę, ale może po prostu byłem już przewrażliwiony życiem.

Cause if the water dries up and the moon stops shining
Stars fall, and the world goes blind, boy
You know, I'll be savin' my love for you, for you

Czułem się załamany,ale hej! Nie miałem do tego powodów,niby. Przecież smutek nie pojawia się z nikąd. Coś w tym musiało być.
Ostatnio bałem się coraz bardziej ,po wybudzeniu się z jakieś śpiączki miałem dziwne rany na nadgarstkach. Ciąłem się? Nic sobie takiego nie przypominam..
Moje życie z dnia na dzień robiło się coraz bardziej uciążliwe, nawet moja rodzinna oddaliła się ode mnie.  
I co o tym wiem? Nic! Nie wiem czemu odeszli ,przecież nic im nie zrobiłem. Chyba.
I don’t ever tell you
How I really feel
'Cause I can’t find the words to
Say what I mean
Nothing’s ever easy


Odkąd się obudziłem ,czuję że straciłem sens życia ,ale przecież oprócz rodziców nic się nie zmieniło…
Po pewnym czasie przemyśleń zauważyłem swoich przyjaciół w drzwiach od Sali szpitalnej na co od razu lekko się uśmiechnąłem.
- Witaj Louis! –pisnął uradowany Niall widząc ,że się obudziłem.
I jak tu się nie uśmiechnąć? Moi przyjaciele to najlepsi ludzie na świecie, na prawdę.
 - Jak się czujesz? –uniósł brew zmartwiony Liam i usiadł przy moim łóżku.
Jak się czuję? Najgorzej na świecie.
- Jest okej –posłałem mu sztuczny uśmiech ,ale zawsze działał i tym razem również.
Liam popatrzył na blondyna.
Coś ukrywali,wiedziałem to.
- A u was wszystko dobrze? –spytałem nie pewnie.
Liam cicho westchnął.
- Znaleźliśmy coś dziwnego… Wręcz strasznego.- Siegnął do swojej torby mężczyzna ,a za chwile podał mi dziwny czarny przedmiot.
- Co to jest? – wziąłem go od niego i popatrzyłem mu prosto w oczy.
-Znaleźliśmy to w lesie i oboje uznaliśmy ,że powinieneś to przeczytać.. –mruknął cicho. – My już pójdziemy musimy odwieźć torby do domu –westchnął i pożegnali się po czym wyszli.
Gdy poszli postanowiłem otworzyć zeszyt lub raczej pamiętnik.
Na większości stron było napisane moje imię…
„Louis Tomlinson,Louis,Louis William Tomlinson
Just a little bit of your heart
Is all I want And I’ll still be your fool…
Nie zdążyłem doczytać bo wielki huk rozprzestrzenił się w całym pomieszczeniu.
Zdawało mi się ,że widziałem jakąś czarną postać ,i Boże ona właśnie… tak ona właśnie to zrobiła…


Prolog

Zaciekawieni podeszli do książki,pełnej dziwnych wzorów i zdziwili się czytając tam na każdej stronie 
"Louis Tomlinson","Louis Tomlinson" i tak dalej, z różnymi dopiskami.
Wiedzieli,że muszą mu to pokazać. 
Nie dość,że było to dziwne to również straszne,znaleźć coś takiego w ruinach wielkiego budynku w ciemnym lesie... 
-Myślisz,że to przypadek? 
-Myślę,że to dopiero początek... 
- Początek czego? - uniósł brew zdziwiony chłopak. 
- Początek czegoś wielkiego.